cześć

Dawno nie pisałam. Dlaczego? Sama nie wiem. Może przez maturę, może potrzebowałam jakiejś zmiany, może to wszystko co się działo jakoś mnie przytłoczyło, a może po prostu miałam lenia i nie chciało mi się  z nikim dzielić tym co u mnie. W każdym razie wróciłam. Nie wiem na jak długo, bo nie wiem co teraz będzie z moim życiem. Szkoła średnia się skończyła i tylko milion pytań z każdej strony: „co zamierzasz?”. A ja jeszcze nie iem, nie wiem co chce robić do końca życia, nie wiem kim chce być, nie wiem z kim chce być. Tyle strachu, obaw, a przecież mój scenariusz już jest gdzieś do końca napisany. Ciekawi mnie nawet nie on sam, ale to, czy dobrze „gram” swoją rolę, to czy reżyser jest zadowolony i czy będzie szczęśliwy happy end. Czekam na nową scenę, nowy rozdział, bo ten zaczyna mi się już nudzić. Dobrej nocy :)

________________________________________________

be happy?:>

przegrałam?

Przegrałam, bo poddałam się bez walki, ale jak można walczyć o przyjaźń, czy o cokolwiek innego kiedy nie ma z kim. Kiedy nagle przestaje zależeć tej drugiej stronie i kiedy ma cię totalnie daleko. Trudno. Tylko trochę przykro, że to wszystko było tak naprawdę nic nie warte. Może to nauczka, że ludzie nie są warci by się nimi przejmować, by o nich myśleć i by im ufać. A z drugiej strony co ja sobie myślałam?! Że zawsze będzie tak fajnie. Głupia ja. I wcale nie czuje się skrzywdzona, ani nie mam zamiaru rozpaczać. Kolejny raz przemawia przez mnie moje podobno „zbyt dorosłe” podejście do wszystkiego i ta dziwna myśl, że pokazywanie żalu, złości, rozczarowania jest zbyt dziecinne.  No cóż, biorę na klatę to, że kolejny raz moje uczucia dla kogoś nic nie znaczą, nawet uczucia przyjaźni.
Przez to wszystko sama zaczynam w podobny sposób traktować ludzi i nie zawsze stać mnie na słowo „przepraszam”. Mam tylko nadzieję, że niektórym jeszcze starczy cierpliwości do mnie.

_________________________________________________

Nie można mieć wszystkiego na raz, żeby umieć to docenić w odpowiedniej chwili.

XII

Grudzień. Już?! I nagle zdałam sobie sprawę, że znów zmarnowałam cały rok. Nie mówię, że wszystko w tym roku było złe, tylko, że znów minęły te miesiące, a ja stoję tu gdzie byłam dokładnie rok temu. Zmieniłam się przez ten czas – to wiem na pewno, nie jestem pewna tylko czy na lepsze. Znów ktoś odszedł, ktoś się pojawił. I sama już nie wiem, co przysłania co; czy tęsknota za tymi którzy zniknęli radość z „nowych” czy odwrotnie. Trochę cieszę się z tego końca roku, bo przynosi mi on coraz lepsze rzeczy. „Przypadki”, które kończą kłótnie i „wypadki”, które pozwalają docenić ludzi obok mnie, a naprawdę mam ich za co doceniać. ;)

__________________________________________________________________

ta sama cisza trwa wrześniowa.

Każdy ma kilka ulubionych piosenek, które przypominają mu coś, wzbudzają emocje, albo po prostu są „jakieś”. Osobiście nie ograniczam się do jednego rodzaju muzyki, raczej po prostu „łowię sobie” to, co mi się podoba.
I tak sobie właśnie teraz myślę, że fajnie byłoby mieć taki Demarczykowo-Tuwimowy Tomaszów, gdzie można wrócić, skończyć zaczęte rozmowy i wsłuchać się w ciszę. Posiedzieć o zmierzchu w ciszy z kubkiem kawy, zamyślić się i po prostu być z samym sobą. Właściwie mogłabym za taki Tomaszów uznać mój dom, widoki dokoła są piękne, jest cisza i pewien nastrój, ale to jednak nie to. Ciężko się zastanowić nad życiem w miejscu gdzie ono się toczy. Ciężko obiektywnie popatrzeć na to wszystko co się wokół nas dzieje. Zapomniałam jeszcze o tym, że żeby mieć „Tomaszów” powinno się mieć kogoś z kim można by tam rozmawiać, chociaż wrodzona przekora i trochę humoru po cichu podpowiada mi, że wolałabym mieć tylko swoje takie miejsce, taką samotnię.          Z drugiej strony jednak jako straszna gaduła, a zagadać umiem naprawdę każdego strasznie bym się sama nudziła. Kurcze, ja sama nie umiem sobie dogodzić chyba i sama tak naprawdę nie wiem czego chcę.

_______________________________________

I znowu śmieją się do mnie kapcie i ściana i lampa…

lampa dźwięki i wciąż te same twarze.

Ten sam budzik, ta sama godzina, co rano te same dźwięki i zapach kwiatów u sąsiadów. Może to jakaś rutyna, ale o dziwo jeszcze nie znudziła mi się jak większość innych rzeczy. Patrząc na stertę książek leżącą na biurku coraz częściej myślę o przyszłości. I chociaż wiem, że nie będzie taka o jakiej marzę, że nie będzie tak jak chcę, nie dojdę do wszystkich celów i nie spełnię wszystkich marzeń to jednak na coś czekam. Sama nie wiem na co, ale mimo to czekam na jakieś zmiany albo po prostu na „coś nowego”.

____________________________________________

Poukładam świat, sny i  cienie wszystkich zaczętych spraw żebym mogła usiąść z kubkiem kawy i powiedzieć  ”teraz jestem naprawdę szczęśliwa”.

optymizm, optymizm i jeszcze raz optymizm!

Nie ma co narzekać, skoro sami tworzymy swój świat w pewnym sensie to dlaczego mamy tworzyć go jako ten zły i beznadziejny?  A może trochę optymizmu, trochę kolorów, uśmiechu i będzie o niebo lepiej? Wcale nie trzeba mieć dużo szczęścia, żeby być szczęśliwym. Wydaje mi się, że wystarczy chcieć takim być. Bo przecież tylko od nas zależy jakimi jesteśmy.

Dlaczego na ulicy nie uśmiechamy się do innych? Może by tak zarażać uśmiechem, optymizmem, pozytywnym nastawieniem. Przecież można nawet bez słów.

mieć nadzieję.

Tak bardzo bym chciała, żeby wszystko szło po mojej myśli, żeby wszystko było tak naprawdę okej. Tak, żeby znajdując grosz na ulicy nie myśleć „o ! przyniesie mi szczęście” ale „zostawię, może komuś bardziej się przyda, ja już jestem szczęśliwa”.

A tymczasem tylko czekanie. Na jutro, na Ciebie, na imprezę, na basen, na psa… Za dużo snów, tak naprawdę może lepsze były te bezsenne noce gapiące się w gwiazdy i myślące o tym co było, a czego już nie będzie.

Poza tym to fajnie mieć kogoś kto nigdy nie pyta o nic, kto po prostu jest. Nie dopytuje, nie przesłuchuje. I zazwyczaj niestety takich ludzi poznaje się nieco za późno, ale mimo wszystko ważne, że są.
____________________________________________

Only know you’ve been high when you’re feeling low

za dużo przestrzeni.

Ciężko cokolwiek dzisiaj mówić. Przez cały dzień nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Nie miałam sił nawet ruszyć się z miejsca. Bezsens. Ale mimo wszystko, dzięki temu co było i czego nie było wiem, a raczej mam zamiar, być pozytywnym, szczęśliwym człowiekiem. Będę uśmiechać się mimo wszystko, zajmę się swoimi sprawami. Poszukam sobie chociażby miliona zajęć, byle by zmienić coś, cokolwiek…

Także mimo wszystko od juta będzie dobrze, będzie i kropka !

jejku, jejku, jejku

Pół dnia pracy przy torcie, reszta z Misią .
Było genialnie ale nadal czuje się tak jakoś samotnie. Nie lubię tego. Nie lubię tęsknic za czymś co jest tylko w mojej wyobraźni.
Po raz setny stwierdzam, że przyjaciele są najlepszą rzeczą w moim zyciu mimo że wciaż czuje sie tak jak na tym zdjęciu sama, nic przede mną, wszystko za mną, brak planów, celów, perspektyw :