zgoda buduje?

Podobno tak. Podobno, bo moim zdaniem jest kilka kontrargumentów jeżeli chodzi o to stwierdzenie. A mianowicie, zazwyczaj zarzuca mi się, że nie wyciągam nigdy pierwsza ręki na zgodę. Właściwie to nawet nie zarzut tylko fakt. Nie lubię, nie umiem i przede wszystkim nie muszę tego robić. Jeśli zawinię, mówię przepraszam. Oczywiście, jeżeli uznam, że zawiniłam i szczerze będę tego chcieć. Tylko wtedy.
No właśnie i tej pierwszy raz chciałam szczerze wyciągnąć rękę do zgody, chociaż nie czuję się winna, ale zmęczyło mnie już to milczenie. No i co? I nic. Niepotrzebnie tylko miałam nadzieję, że może faktycznie zgodą można coś zbudować. Nigdy więcej!!! Wolałabym dostać w twarz niż poczuć taką ignorancję dla moich szczerych chęci, które przyszły mi z takim trudem.
Ostatni raz pozwoliłam się komuś tak zbliżyć, ostatni raz próbowałam godzić się z innymi, przeciwnymi do moich poglądami i ostatni raz zaufałam komuś pod wpływem chwili, żeby nie słyszeć ciągle „widzisz zawsze najgorsze strony”.

Nienawidzę tracić przyjaciół i nienawidzę czuć w sobie tego żalu, że nie umiem zrobić nic, żeby ich zatrzymać.