Sierpień już?

Jak to się dzieje, że w ciągu jednego dnia człowiek może mieć tak skrajne nastroje, że w głowie się to nie mieści?

Pewnie sporo ludzi miało podobnie jak ja w tym momencie mojego życia. Takie rozdarcie, chce się jednego i drugiego, mimo, że jedno wyklucza drugie. I co wybrać? Mniejsze zło? Tylko jak porównać to wszystko, żeby zobaczyć co jest złe, czy gorsze?

W moim przypadku pewnie jak zwykle wygra rozsądek, stety albo niestety. Ciekawość mnie zżera jednak, co by było, gdybym raz zaryzykowała tak bardzo i postawiła wszystko na szaleństwo. I nie mówię tu o jakimś jednorazowym wyskoku tylko o paśmie szaleństw, o tym, że mogę wszystko zmienić w jednej chwili, całe moje życie albo zostać tam gdzie jestem  spokoju i czekać co będzie. Wszystko fajnie brzmi, prawda?

No własnie nie.

Nie ważne co wybiorę , skrzywdzę sporo osób i zawsze ktoś będzie przez to cierpiał. Nie mam tu na myśli jakiś zawodów miłosnych itd. tylko to, ze albo zniknę z życia pewnych osób albo w nie wejdę z butami. I co zrobić?
Nienawidzę tej odpowiedzi, ale
nie wiem.

(nie)motywator?

od razu uprzedzam, nie jest to kolejna bardzo modna notatka, wpis czy cokolwiek innego co miałoby kogokolwiek do czegokolwiek motywować, pokazywać jak wiele jest warty każdy z nas itd.
Ja po prostu chce się „wyżalić” jak doszłam do wniosków, że jestem panią swojego życia. A więc (wiem, nie zaczyna się od tego, ale co tam ), zaczęło się oczywiście od wielkiego doła, depresji, zamulania i na końcu mega wkurzenia się na samą siebie, ze jestem taką ciapą, że wszystko mogę a nie robię nic.

Miałam pracę w Polsce, mega słabą, dużo godzin, słaba płaca, czyli tak samo jak ok 50% ludzi. Miałam nadzieję, że dzięki niej nie będę musiała wyjeżdżać na kolejne wakacje do pracy i nie będę musiała zostawiać ludzi i jak zwykle połowa z nich o mnie nie zapomni, ale nie udało się. Kariery kelnerki/barmanki/sprzątaczki (wszystko w jednym) nie zrobiłam bo owy lokal zamknięto, pensji do dziś moje oczy nie widziały, jedynym co mnie trzymało w kraju były studia, głównie z kwestii finansowych, gdyż zainwestowałam w nie już kilka ładnych stówek i szkoda by mi było przerwać je pół roku przed końcem. I wtedy właśnie uświadomiłam sobie kilka najprostszych rzeczy, których do tej pory mój mózg do siebie nie dopuszczał (bo prawda w oczy kole,albo w mózg ):
*mam dopiero nieco ponad 20 lat,,
*nie mogę znaleźć pracy,
*ze znajomymi wychodzę raz do roku, góra dwa,
*egzaminy zdałam,
*spędzę kolejne wakacje na nic nie robieniu?
*faceta też nie mam więc nic mnie nie trzyma
*czyli ogólnie siedzę na dupie i nic nie robię?
No własnie i to ostatnie mnie dobiło na kilka dni, a później stwierdziłam, że wyjeżdżam, choćby sama, jak najszybciej, zanim się wystraszę i rozmyśle.
I tak oto piszę teraz z Holandii, znad morza, z małego miasteczka, pełnego kanałów wodnych, krów i oczywiście rowerów. Mam całkiem fajną prace, poznałam sporo fajnych ludzi, zwiedzam i tak właściwie czuje się panią życia. Robię to co chce, jedynym moim obowiązkiem jest praca, poza nią mogę robić co mi się tylko podoba. Więc jeśli ktokolwiek boi się coś zrobić ze sobą to nie ma się nad czym zastanawiać, bo zawsze można wszystko zmienić, odwagi! A ludzie, którym na was choć troszkę zależy będą się odzywać choćby byli na drugim końcu świata (potwierdzone info ;) )
Pozdrawiam ! Znowu ruda ja (tym razem nie z wyboru ) :) 20370710_1650047715028167_1264817119_n

nie wiem, nie znam się, ja tu tylko sprzątam.

Cześć!
Nie było mnie tu ponad rok, a ściślej mówiąc byłam ale ni pisałam. Dlaczego? Nie wiem. Może przez to, że brakowało mi czasu, może tez się trochę zmieniłam i moje wpisy nie pasowałyby do tych „starych”.
Przez ten czas w sumie nie zmieniło się tak wiele. Kilka razy chorowałam, kilka razy się zakochałam ( w różnym tego słowa znaczeniu ). Praktycznie skończyłam trzeci rok studiów. Wypłakałam na filmach może łez. Poznałam wielu nowych ludzi i kilku poznałam na nowo. Zaczęłam zdrowo jeść i dbać o siebie, zrzuciłam parę kilo i najważniejsze – nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy.

Dziwne jest to, że ludzie zazwyczaj pytają mnie „masz inny makijaż? bo jakoś promieniejesz”. Nie, to nie makijaż, to podejście do życia.

Chce mieć białą szafę – przemaluje ją.
Rzucił mnie facet – poboli ale przestanie, trudno.
Zrobiłam coś głupiego – będę mieć co wspominać.
Chcę być ruda – idę do fryzjera.

Zamiast się użalać, zamartwiać i narzekać warto we wszystkim dostrzegać pozytywy. Przez parę miesięcy się tego uczyłam i chyba wreszcie zaczęło mi to wychodzić skoro ludzie to zauważają. Skoro życie tak szybko mija to trzeba szybko i dobrze je przeżywać. Każdy dzień.

może się jeszcze odezwę, nie obiecuję ale postaram się :)

20:18

20:18 a ja przed chwilą wstałam. Strata niedzieli? Nie. Odpoczynek. Po ciężkiej nocy, ciężkich dniach, tygodniach itd. Nie umiem się odnaleźć w tym świecie i być szczęśliwa, wchodzę pięćdziesiąty raz do tej samej rzeki, tylko po to by poczuć chłód wody i z niej wyjść.
Słabo, no ale cóż, kiedyś znajdę swoją rzekę. Mam nadzieję ;)

P1030099

najcieplejsze spojrzenie.

Tak jak w tytule, takie pełne ciepła i sama nie wiem czego jeszcze… Czegoś, czego nie umiem nazwać, może mam zbyt ubogi zasób słów, a może po prostu nigdy wcześniej mnie coś takiego nie spotkało.
A więc po kolei, tym razem prosto.

Spotkałam pewnego pana, niespodziewanie, przypadkiem. Pan wlepiał swój wzrok we mnie jakbym była jedynym punktem do obserwowania w świecie. Ale pan nie patrzył jak na rzecz, pan patrzył prosto w oczy. A ja? A ja zamiast pana zapytać dlaczego to robi, uśmiechnęłam się i spuściłam głowę. Tak, pierwszy raz zawstydził mnie mężczyzna a nie odwrotnie. Pierwszy raz…
I teraz żałuję, że nie znalazłam odwagi, aby do pana podejść i zapytać o cokolwiek, zaczepić, poznać. Żałuję jak cholera.

Najcieplejszy wzrok na świecie a ja tchórze. Wstyd, wstyd, wstyd…

Będę robić wszystko, żeby znowu pana spotkać, bo pierwszy raz ktoś chyba chciał poznać moją duszę.

„przyjaźń” dziś.

Co to za sprawiedliwość, na tym świecie, jeśli los podstawia nam nogę na każdym kroku a my nawet nie możemy się na nim zemścić?
Nie wiem co sprawiło, że moje dni ostatnio wyglądają jak huśtawka siedmiu nieszczęść, siedmiu humorów i miliona emocji. Raz jest tak dobrze, że aż za dobrze, a później od razu tak źle, że już gorzej być nie może. A to wszystko przez tą „Przyjaźń”.
To wszystko jej wina, bo jest tylko wtedy, gdy jest jakaś potrzeba. A gdy tej potrzeby nie ma, zapominamy, że ona w ogóle istnieje. Nawet nie wiem jak opisać uczucia jakie się we mnie gromadzą, gdy widzę jak ludzie udają przyjaznych w stosunku do  mnie i udają, że im zależy a parę dni później znikają bo już dostali to co chcieli. A ja co? Mam być pocieszanką, zabawką, wyrzutem?

___________________________________
Boże daj mi w końcu taki dzień, żebym mogła powiedzieć z pełną szczerością, że życie jest piękne.

zgoda buduje?

Podobno tak. Podobno, bo moim zdaniem jest kilka kontrargumentów jeżeli chodzi o to stwierdzenie. A mianowicie, zazwyczaj zarzuca mi się, że nie wyciągam nigdy pierwsza ręki na zgodę. Właściwie to nawet nie zarzut tylko fakt. Nie lubię, nie umiem i przede wszystkim nie muszę tego robić. Jeśli zawinię, mówię przepraszam. Oczywiście, jeżeli uznam, że zawiniłam i szczerze będę tego chcieć. Tylko wtedy.
No właśnie i tej pierwszy raz chciałam szczerze wyciągnąć rękę do zgody, chociaż nie czuję się winna, ale zmęczyło mnie już to milczenie. No i co? I nic. Niepotrzebnie tylko miałam nadzieję, że może faktycznie zgodą można coś zbudować. Nigdy więcej!!! Wolałabym dostać w twarz niż poczuć taką ignorancję dla moich szczerych chęci, które przyszły mi z takim trudem.
Ostatni raz pozwoliłam się komuś tak zbliżyć, ostatni raz próbowałam godzić się z innymi, przeciwnymi do moich poglądami i ostatni raz zaufałam komuś pod wpływem chwili, żeby nie słyszeć ciągle „widzisz zawsze najgorsze strony”.

Nienawidzę tracić przyjaciół i nienawidzę czuć w sobie tego żalu, że nie umiem zrobić nic, żeby ich zatrzymać.

„Najcieplejsze” Święta.

„Najcieplejsze” bo najbardziej rodzinne. Naprawdę miło i tak jakoś, ze aż sama nie wiem jak to nazwać jest usłyszeć od rodziców że mnie mocno kochają, mimo, że ostatnio nie maja ze mną łatwo i że jestem już dorosłym człowiekiem, którego na co dzień traktują jak równego sobie. Bez owijania w bawełnę jak małemu dziecku. Aj! Ja chyba się nawet czasem wzruszyć umiem i rozczulić. I potrafię nawet przyznać się do tego, że wierzę w magie tych kilku dni.

„Myśli i słowa.
Niech dadzą siłę mi.
Bym spojrzał tam, gdzie głód.
W koszmar zamienia sny.

To jest świat za Twoim oknem.
Tutaj panuje strach i gniew.
A wielka rzeka, którą widzisz.
To słona rzeka łez..

Niech świąteczne dzwony biją.
Niczym modlitwy mocny głos.
Dziś podziękuj Bogu,
że dał lepszy los.

Choć nie każdą ziemię w święta skrywa biały śnieg.
Okruch dobra w każdym sercu jest.
Bez miłości nie masz szans.
Spróbuj zmienić biedny świat.”

Najmądrzejszy tekst świątecznej piosenki.
Zmieńmy świat, ja już wiem, że się da. Wystarczy trochę chęci.
Najgorzej jest zacząć od samego siebie, ale później idzie lżej.

Miłości wszystkim, radości i tego ciepła rodzinnego przez cały rok, życzę wszystkim ja – uparciuch, trudny, nieufny człowiek :)

uwielbiam ludzi -,-

Znowu kłamię. Tak naprawdę wcale ich nie uwielbiam, zwłaszcza takich. Ludzi którzy twierdzą, że boli ich jak ktoś ich zostawia a sami robią to samo. Tępe strzały.

Wcale nie chciałam być nie miła, po prostu nie umiem być nie szczera i obojętna wobec takiego zachowania „przyjaciół”. Tylko potem nie rozumiem stwierdzeń, że nie ufam ludziom i że jestem trudnym człowiekiem. Wolę być kimś takim niż udawać miłą dla wszystkich i łatwo dać się lubić.
Może i mam jakąś „ciężką” warstwę siebie, której nie pozwalam łatwo zdjąć. I co z tego? Mało kogo to nawet obchodzi.